Jakiś czas temu w zimowe weekendowe popołudnie odwiedziłam koleżankę (nazwijmy ją K.), z którą przy kieliszku (niejednym) przegadałyśmy parę fajnych godzin. Poddane obróbce zostały dwa wina – sauvignon blanc z Marlborough i alzacki gewurztraminner. Wydawać by się mogło, że 2 butelki na 2 filigranowe kobietki to zdecydowanie za dużo, ale trzeba przyznać, że nie było nawet większych zawrotów głowy. Albo jesteśmy tak odporne, albo były to wina bezalkoholowe ;)
Zaczęłyśmy od sauvignona - Kora Sauvignon Blanc Marlborough 2011 okazało się być bardzo dobrym winem z typowym dla Nowej Zelandii smakiem agrestu, odrobiną mineralności i – oczywiście – ściętej trawy.
![]() |
| Kora Sauvignon Blanc 2011 Marlborough |


